rady nadzorcze

Analizy

Jesteśmy coraz bardziej wrażliwi na wpływ firm na otoczenie

Gdy 15 lat temu przychodził audytor do rady nadzorczej w firmie rodzinnej, zajmowało to może piętnaście minut – przedstawiał raport z badania sprawozdania finansowego i wychodził. Teraz takie sesje trwają kilka godzin i toczy się w ich trakcie naprawdę intensywna dyskusja. Zawdzięczamy to w dużej mierze rosnącej roli niezależnych członków rad nadzorczych – mówi Arno Probst.

Rozmawia Michał Niewiadomski, redaktor dziennika „Rzeczpospolita”.

Michał Niewiadomski: W ostatnich latach kilka skandali wstrząsnęło międzynarodowym rynkiem finansowym związanych z brakiem szacunku do ładu korporacyjnego w firmach i brakiem odpowiedniego nadzoru. Co zawiodło?

Dr Arno Probst, ekspert ds. ładu korporacyjnego, partner Deloitte w Niemczech: Myślę, że przede wszystkim zawiedli ludzie, a także brak świadomości zagrożeń, które mogą ściągnąć na firmę naprawdę duże kłopoty, ale o których prawdopodobnie nie myśli się w pierwszym momencie.

Jeśli weźmiemy pod uwagę liczne doniesienia o skandalach korporacyjnych, o których można było przeczytać w prasie przez ostatnich kilka lat, to nie uda nam się wskazać jednej wspólnej przyczyny dla wszystkich tych przypadków. Każda sprawa jest inna.

Po kryzysie finansowym obserwujemy silny wzrost zainteresowania opinii publicznej tym, co robią zarządy czy jak wygląda nadzór korporacyjny w firmach.

Jak na przestrzeni ostatnich dekad zmieniła się rola rad nadzorczych?

50 lat temu nikt nie mówił o czymś takim jak corporate governance. Ale świat się zmienił, a wraz z nim rola rady nadzorczej i to nie tylko w aspekcie finansowym, ale też jej roli wobec przedsiębiorstwa, wobec społeczności biznesowej, a nawet społeczeństwa, które wykazuje znacznie większą wrażliwość na to, jak firmy postępują w wymiarze politycznym czy społecznym.

Dlatego myślę, że złożone problemy i poważne przypadki łamania ładu korporacyjnego istniały zawsze, również 20 lat temu czy jeszcze wcześniej. Na przykład kryzys w latach trzydziestych doprowadził do wynalezienia zawodu audytora – osoby, która byłaby w stanie przyjrzeć się kompetentnym okiem finansom przedsiębiorstw. Obecnie jesteśmy po prostu nieporównywalnie bardziej wrażliwi na to, jaki wpływ na swoje otoczenie wywierają firmy i przyglądamy się ich funkcjonowaniu o wiele bardziej kompleksowo.

Dziesięć lat temu od upadku Lehman Brothers i problemów innych banków inwestycyjnych rozpoczął się kryzys finansowy. Na ile Pana zdaniem możliwe byłoby powtórzenie tego scenariusza? Czy mamy teraz mechanizmy reagowania na czas i eliminowania transakcji podobnych do tych, które uderzyły w rynek w 2008 roku?

Przyczyną tego, co wydarzyło się w 2008 roku, było skumulowanie niewyobrażalnego ryzyka bez żadnej kontroli, więc rynek rozwijał się dość abstrakcyjnie w stosunku do rzeczywistej gospodarki. Sądzę, że powtórzenie tego scenariusza w podobnej skali jest mało realne, ponieważ obecnie większość instytucji, a także ludzi uczestniczących w rynku, jest znacznie bardziej wrażliwych na tym punkcie.

Oczywiście, nie mamy żadnej gwarancji, że historia nigdy się nie powtórzy. Ale bogatsi o tamte doświadczenia, wcześniej reagujemy na tego typu sygnały i myślimy o potencjalnych konsekwencjach. Także rzetelność, z jaką rady nadzorcze i rady dyrektorów podchodzą do kontrolowania przedsiębiorstw, jest nieporównywalnie większa niż dziesięć czy piętnaście lat temu.

Jest Pan przewodniczącym rady Stowarzyszenia Rad Nadzorczych Sektora Średnich Przedsiębiorstw w Niemczech. W Polsce liczba małych i średnich przedsiębiorstw jest największa w gospodarce, ale często nie ma w nich rad nadzorczych, albo są one fasadowe. Jak można zapewnić odpowiedni nadzór w takich przedsiębiorstwach?

W Niemczech obserwujemy zmianę pokoleniową, która dotyka także rad nadzorczych. 10 lat temu zasiadali w nich głównie emerytowani biznesmeni z dużym doświadczeniem, które stanowi ogromną wartość, ale nie zawsze pozwala odpowiadać na wyzwania, które stawia nowoczesny biznes.

Obecnie obserwujemy w tych gremiach ludzi w wieku 50-55 lat. Większość z nich jest mocno skupiona na dzisiejszych problemach biznesowych i bardzo wrażliwa na kwestie związane z ładem korporacyjnym. Większość spośród członków wspomnianego stowarzyszenia  piastuje różne role w kilku radach i traktuje to jako swój zawód. Nie mówimy zatem o dodatkowym zajęciu, ale samodzielnej profesji jako niezależny członek rady nadzorczej w spółkach giełdowych, przedsiębiorstwach średniej wielkości czy też firmach rodzinnych.

Właściciele takich biznesów z kolei coraz wyraźniej dostrzegają korzyści płynące z zatrudniania niezależnych dyrektorów we własnych zarządach, radach nadzorczych, czy innych ciałach doradczych.

Oczywiście nie nakazują tego żadne przepisy, i nie sądzę, aby sektor firm rodzinnych wymagał dodatkowych regulacji w celu zwiększenia nadzoru. W Niemczech podejście do tego segmentu rynku było zawsze dość liberalne i nikt nie oczekuje, by to się zmieniło. Jest tak dlatego, że przedsiębiorstwa te rzadko są bohaterami skandali. To nie od nich zaczął się też kryzys 10 lat temu, który zapoczątkował dyskusję o jakości nadzoru korporacyjnego. Mimo to rola niezależnych dyrektorów rośnie także w tych firmach.

Spotkaliśmy się na Konferencji Nowoczesne Rady Nadzorcze. Jak wygląda modelowa rada nadzorcza podążająca za duchem czasów?

„Nowoczesna” wcale nie musi oznaczać „zupełnie nowa”. Pochodzę z Hamburga gdzie funkcjonuje bardzo stare stowarzyszenie noszące nazwę VEEK (Versammlung Eines Ehrbaren Kaufmanns zu Hamburg), czyli w wolnym tłumaczeniu stowarzyszenie uczciwych kupców Hamburga. To organizacja licząca 500 lat, która świętuje swój jubileusz w tym roku. Modelem, który jest obecnie propagowany przez to staroświeckie stowarzyszenie to rada nadzorcza bądź doradcza z udziałem niezależnych dyrektorów.

Niezależność w tym wypadku powinna przede wszystkim oznaczać niezależność myślenia i decyzji. Warto, by w radach trwała nieustająca dyskusja. Gdy piętnaście lat temu audytor przychodził na posiedzenie rady nadzorczej w firmie rodzinnej, zajmowało mu może piętnaście – dwadzieścia minut, aby przedstawić raport z badania sprawozdania finansowego, a następnie wychodził. Dzisiaj takie sesje trwają wiele godzin i naprawdę trwa intensywna dyskusja na temat samego sprawozdania finansowego, ale też aspektów bardziej ogólnych, dotyczących ładu korporacyjnego czy kultury organizacji.

Obecnie rady prowadzą więcej rozmów, częściej dyskutują, intensywniej pracują, jest w nich więcej niezależności, panuje też większa różnorodność, co niekoniecznie oznacza płeć, ale odmienne kompetencje, doświadczenia zawodowe czy poglądy. I to cechy powinny przede wszystkim stanowić o nowoczesności.

 

Wywiad opublikowany w dzienniku „Rzeczpospolita” 25 października 2017 roku.

Dr Arno Probst

Audytor z wieloletnim doświadczeniem oraz doradca największych niemieckich i międzynarodowych firm rodzinnych oraz spółek notowanych na giełdzie we Frankfurcie. Jest uznanym ekspertem w dziedzinie corporate governance i compliance w Niemczech. Jest przewodniczącym rady stowarzyszenia Rad Nadzorczych Sektora Średnich Przedsiębiorstw w Niemczech (ArMiD) oraz członkiem grupy roboczej ds. ładu korporacyjnego i prawa handlowego w Niemieckim Instytucje Biegłych Rewidentów (IDW). Pracuje w biurze Deloitte w Hamburgu.

Subskrybuj "Biuletyn Rad Nadzorczych"

Subskrybuj na e-mail powiadomienia o nowych wydaniach tego biuletynu.

Czy ta strona była pomocna?

Powiązane tematy