CSR, zrównoważony rozwój, raportowanie niefinansowe

Artykuł

Krótka historia smogu

Sustainability Insights (12/2017)

Choć smog może się nam jawić, jako nowy problem, zmagania z nim trwają od wieków. Szukając rozwiązań warto poznać ich przebieg oraz narzędzia, jakimi się posługiwano. Może tkwią tam lekcje dla naszych miast?

O potrzebie „przewietrzania” miasta i jego wpływie na zdrowie mieszkańców pisał już w I p.n.e Witruwiusz. Prawo rzymskie, w pewnym stopniu, regulowało emisję nieprzyjemnych oparów i dopuszczało na zasmradzanie innych posesji tylko w granicy rzutu kamieniem z poziomu dachu danego budynku.

W 1257 roku Eleonora Prowansalska, żona Henryka III, skarżyła się na dym i zanieczyszczenie powietrza w Londynie. Podjęto wtedy nieskuteczne próby zakazywania palenia węglem w mieście, jako że był szkodliwy dla zdrowia. W XVI wieku Elżbieta I była osobiście „wielce zatroskana i rozgniewana z powodu dymu węglowego”. W XVI wieku znacznie wzrosła liczba kominków w miastach europejskich i uważano, że dym w izbie zapobiega butwieniu i chroni zdrowie. Drewno zastępowano węglem. Na początku XVII coraz częściej wyrażano obawy o negatywnym wpływie dymu na zdrowie i na stan budynków. Zaczęto wprowadzać coraz więcej obostrzeń. W XVIII wieku Paryż miał już bardzo rozbudowany zestaw restrykcji i przepisów służących ograniczaniu emisji z określonych źródeł. Następował też bardzo powolny rozwój technologii pieców. Bezdymny piec André Dalesme, po 70 latach od premiery na targach w Paryżu, wciąż był uważany za nowość.
W 1810 r. Napoleon nałożył obowiązek uzyskiwania pozwoleń na emisję „nieprzyjemnych zapachów”. W tym samy okresie niemieckie prawo pozwalało na dochodzenie zadośćuczynienia za szkody materialne wyrządzone przez dym.

Burn your own smoke

Rewolucja przemysłowa otworzyła nowy, przykry rozdział w historii smogu. Choć silniki parowe wciągnięto na listę trucicieli napoleońskiego dekretu, ze względu na brak technologii redukcji dymu to, jak i inne wprowadzane ograniczenia były nieskuteczne. Skupiono się na regulowaniu wysokości kominów, (o której mówiono już od średniowiecza). Wyznaczano, arbitralnie, minimalne wysokości dla kominów różnego rodzaju fabryk i hut.

Na popularności zyskiwało podejście „ang. burn your own smoke”, ale było ono wyrazem gospodarności a nie troski o zdrowie. Dym to zmarnowane, nieprzepalone paliwo, które należało wykorzystywać.

Mimo, że dla wielu osób dym był w symbolem postępu, w XVIII i XIX wieku miały miejsce liczne protesty wymierzone w lokalne źródła zanieczyszczeń. Jednym z nich była demonstracja londyńczyków przeciwko pompom napędzanym silnikami parowami, które „kiedy już zdarzało im się działać służyły raczej podduszaniu mieszkańców niż dostarczaniu im wody”.

Postęp kosztem zdrowia

Postępująca urbanizacja i pogarszające się warunki życia w miastach doprowadziły do rozwoju ruchu higienistów. Na kanwie ich działań, a zwłaszcza Edwina Chadwicka, angielskiego reformatora społecznego, zaczęto dążyć do poprawy jakości powietrza. Władze miejskie, ze względu na różnice w śmiertelności pomiędzy obszarami zurbanizowanymi i wiejskimi, zaczynały zwracać coraz większą uwagę na problem zanieczyszczeń. Reformy sanitarne miały większą rangę i szerszy zakres działania niż dotychczasowe inicjatyw antysmogowe. Zaczęto na problem zanieczyszczeń patrzeć z poziomu centralnego, krajowego, nie tylko miast i pojedynczych źródeł. Choć smog postrzegano w XIX wieku jako „zło konieczne”, wszelkie pomysły na jego ograniczenie przyjmowano w Europie entuzjastycznie. Pomimo wysiłku legislacyjnego, głównie ze względu na brak odpowiednich technologii i priorytet rozwoju gospodarczego, wprowadzane w tym okresie restrykcje miały ograniczoną skuteczność.
Na początku XX w. zaczęły się pojawiać pierwsze narzędzia do monitorowania jakości powietrza a w 1905 roku Harold Antoine Des Voeux ukuł termin „smog” by opisać mgły wymieszane z sadzą (smoke – dym i fog – mgła). Dostępne pomiary wskazywały na spadający poziom zanieczyszczeń w większości europejskich miast. Nie oznaczało to jednak, że powietrze było zdrowe, zwłaszcza, że nie uwzględniano smogu fotochemicznego.

Mgła, która zabija

Niestety dopiero szereg katastrof zwrócił uwagę władz i naukowców na problem smogu. W 1930 roku, w belgijskiej Dolinie Mozy, przemysłowe zanieczyszczenie powietrza zabiło 60 osób. Po drugiej wojnie światowej katastrofa w amerykańskiej Donorze oraz Wielki Smog Londyński 1952 roku, który w pięć dni zabił około 4000 osób, a w sumie 12 000, doprowadziły do wzrostu zainteresowania opinii publicznej zanieczyszczeniami powietrza i podjęcia przez władze konkretnych działań.

Krokiem milowym było odkrycie amerykańskiego chemika, Ariego Jana Haagen-Smita. Zauważył on, że skład smogu w Los Angeles może być pochodną spalin samochodowych. Pociągnęło to za sobą (nie bez inicjatywy mieszkańców Los Angeles) zmiany w legislacji.

Następnym etapem była współpraca międzynarodowa, mająca na celu ograniczanie zanieczyszczeń. W Europie zaczęto wprowadzać dyrektywy Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i w końcu unijne.

 

Autor:

Borys Cieślak
Konsultant w zespole ds. sektora publicznego
bcieslak@deloittece.com

Subskrybuj "Sustainability Insights"

Subskrybuj na e-mail powiadomienia o nowych wydaniach tego biuletynu.

Powiązane tematy